Artykuły

Tego by chcieli szacowni zmarli

Jan Klata, prze pięć lat dyrektor Starego teatru w Krakowie, wrócił do Gdańska po 14 latach, gdzie zaczynał karierę. I zrealizował Trojanki, spektakl o zemście, przemocy i autorytarnej polityce.

Premiera Trojanek Eurypidesa zbiegła się z przyznaniem Europejskiej Nagrody Teatralnej, która w tym roku wręczana będzie w Petersburgu. Klata odbierze w Rosji jedną z równorzędnych nagród dla obiecujących twórców — Nowe rzeczywistości teatralne — obok tak istotnych artystów europejskiego teatru politycznego jak Milo Rau. Główną nagrodę otrzyma jednak Walerij Fokin, jeden z kulturalnych ulubieńców Putina.

Tymczasem w Gdańsku Troja upadła. Stary świat rozsypał się jak zamek z piasku. Scenografia Mirka Kaczmarka to piaszczysta plaża, a usypane na niej budowle nie przetrwają pierwszej sceny. Tytułowa zbiorowa bohaterka Trojanek — kilka aktorek we wspólnym, czarnym, żałobnym kostiumie: trochę sukni, a trochę namiocie — walczy o życie, zderzając się z ułomną sprawiedliwością zwycięzców.

Polityka pamięci i represji

Za wszystkim stoją cyniczni bogowie: Atena (sztucznie przerysowana Sylwia Góra-Weber) i Posejdon (Jacek Labijak). Ta para otwiera spektakl. W laboratoryjnych fartuchach przyglądają się masakrze, tej zakończonej i tej, która dopiero nadchodzi. Wchodzimy w rzeczywistość dwóch skonfliktowanych stron po wojennej traumie.

W gdańskich Trojankach Klata akcentuje dwa podstawowe i aktualne tematy: odpowiedzialność każdego trybiku przemocowej machiny autorytarnego państwa i pytanie, ile świństw można zrobić w imię pamięci szacownych zmarłych. Instrumentalizacja ich odgadywanej „woli" — która każe na grobie poległego w wojnie Achillesa zabić w ofierze młodą królewnę Polyksenę (świetna Małgorzata Gorzelańczyk) — służy bezsensownej, krwawej, aroganckiej polityce pamięci i represji w jednym. Zrozpaczona Hekabe (Dorota Kolak), matka ofiary, wysłuchuje oficjalnej opowieści o jej pięknym, godnym odejściu, podczas gdy w scenicznej rekonstrukcji widzimy równolegle brutalny, okrutny gwałt.

Ktoś te ciosy zadaje, ktoś zarządza machiną zemsty. „Ja tylko wykonywałem rozkazy" — mogliby powiedzieć posłańcy Greków informujący o kolejnych zbrodniach bądź doprowadzający ofiary do katów. To oni wykonują — czasem niechętnie, jak grany przez Cezarego Rybińskiego Talthybios — wolę zbiorowego suwerena. Przecież o kolejnych śmierciach nie decyduje Menelaos (Grzegorz Gzyl) ani żaden inny władca, decydują „Grecy", nawet jeśli Odyseusz (Michał Kowalski) — wyjątkowa kanalia — podżega ich do takich a nie innych wyroków.

Fetowany banita

Klata wraca do Gdańska po 14 latach. Jego poprzednią premierą w Wybrzeżu było zrealizowane tuż po debiucie H. — czyli Hamlet Szekspira grany w Stoczni Gdańskiej. Chwilę później wyrzucono z Teatru Wybrzeże dyrektora Macieja Nowaka, co stało się jednym z wydarzeń formacyjnych dla zaczynającego wówczas pokolenia młodych twórców kojarzonych z teatrem politycznym: właśnie Klaty, Michała Zadary czy Pawła Demirskiego.

Powrót Jana Klaty do Gdańska jest szczególny. Przez pięć ostatnich lat był dyrektorem instytucji narodowej, teatralnego olimpu, czyli Starego Teatru w Krakowie. W 2017 r. minister Gliński zwolnił go ze stanowiska. Przeszło dekadę wcześniej Klata był w Gdańsku jedną z twarzy teatru wyklinanego wówczas przez przedstawicieli gdańskiego konserwatywnego establishmentu związanego z PO.

A przecież w jego inscenizacji duch ojca Hamleta, uosobienie zdradzonych wartości, pojawiał się jako husarz na białym koniu, co było jednym z dowodów na zakorzenienie Klaty w narodowo-patriotycznej wyobraźni. Dziś niegdysiejszy banita jest fetowany, a premierę Trojanek uświetnia obecnością Paweł Adamowicz, od 20 lat prezydent Gdańska.

Migawki z czasów chwały

Wróćmy jednak na scenę — tam też są celebryci. W rolę Heleny Trojańskiej wciela się u Klaty Katarzyna Figura. Gwiazda ekranu to w tym spektaklu jakby dwie aktorki. Powściągliwa postać ze środka przedstawienia, skazywana na śmierć przez dawnego męża Menelaosa, jest skrępowana konwencją, maską, linami więżących ją Greków.

W epilogu, już po końcowych oklaskach, Figura gra Helenę inaczej — jej kreacja to autopastisz, nawiązanie do kanonicznych filmowych ról naczelnej seksbomby transformacji ustrojowej. Do granic ogrywa kojarzone z nią „nadkobiece" mizdrzenie się i epatowanie seksapilem, co bardzo cieszy publiczność.

Po powściągliwych dwóch godzinach spektaklu Klata w końcowej scence idzie w przaśne, dosadne klimaty rodem z Dantona z czasów pracy w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Ale ten styl nie jest tu już zasadą, raczej migawką z rockandrollowej przeszłości.

Krokodyle łzy oprychów

Prawdziwą królową sceny w Trojankach jest Dorota Kolak jako była władczyni Trojan Hekabe. To jej rola — ironiczna, silna i emocjonalna zarazem — najbardziej zapada w pamięć. Hekabe przeklina i opłakuje. Przypomnijmy mit: najpierw traci męża, później giną kolejne dzieci i wnuki Hekabe mordowane przez greckich oprawców.

Właśnie, Grecy, naród starożytnych filozofów i poetów, tutaj są zgrają oprychów ustrojoną w papierowe maski stylizowane na twarze antycznych posągów. Grecki okrzyk „eheu!" brzmi nieszczerze, krokodyle łzy służą jedynie propagandzie.

Klata w Trojankach jedzie po bandzie, używa grubych skojarzeń. Łączy to jednak z wyjątkowym jak na siebie ascetyzmem formy, barokową muzyką i złowróżbnymi gitarowymi riffami najsłynniejszej córki Hekabe, wieszczki Kasandry (gościnnie: Małgorzata Gorol). Ten teatr nie porywa świeżością, ale skutecznie oddaje napięcie antycznej tragedii i działa. Mam nadzieję, że jeden z najgłośniejszych polskich reżyserów zagości teraz w Gdańsku na dłużej.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji