Opera: Emocje w śpiewie Polaków
Dwa wydarzenia w Monachium łączy świetny w nich występ Aleksandry Kurzak i Mariusza Kwietnia - pisze Jacek Marczyński w Rzeczpospolitej.
Ciekawe, czy to przypadek, że monachijska Staatsoper zaliczana bądź co bądź do najlepszych teatrów Europy na kolejne premiery wybiera utwory powstałe w tym samym czasie (w trzeciej dekadzie XIX wieku) i w tym samym miejscu - w Paryżu, który wówczas był operową stolicą świata. Zarówno "Żydówka" Jacques'a Fromentala Halévy'ego, jak i "Faworyta" Gaetano Donizettiego przez dziesięciolecia budziły potem zachwyt publiczności wielu krajów.
Potem ich blask zdecydowanie przygasł. Czy zatem teraz Staatsoper w Monachium postanowiła udowodnić, że posiadają wszakże nadal wartość? Jeśli tak, to postanowiła uczynić to w dość przewrotny sposób.
Historia w garniturach
Oba utwory zaliczane do wielkich widowisk historycznych, typowych dla francuskiego teatru operowego z pierwszej połowy XIX wieku, wystawiono w tej samej konwencji. Za dekorację służy jedna ruchoma ściana, mężczyzn odziano we współczesne garnitury, niezależnie, czy jest to Eléazar - Żyd złotnik, kardynał Brogni czy król Kastylii Alfons XI. A dwórki w XIV-wiecznym pałacu królewskiej faworyty wyglądają tak, jakby je ubrano w outlecie podrzędnej firmy.
Ten typ inscenizacji, powszechny obecnie na wielu innych scenach, warto polecić malkontentom, którzy uważają, że u nas - zwłaszcza w Operze Narodowej - zagościła sztampa. Tymczasem to, co oglądamy w Polsce, jest szczytem wyrafinowania estetycznego w porównaniu z propozycją cenionej w Niemczech reżyserki teatralnej Amélie Niermeyer. W "Faworycie" napięcie dramaturgiczne buduje ona przez wszystkie cztery akty jedynie nieustannym rozrzucaniem na scenie lub ustawianiem w rzędach przez wykonawców dwudziestu paru krzeseł.
Przy takiej reżyserii tym trudniejsze zadanie staje przed wykonawcami. Intryga "Faworyty" opiera się zaś na trójkącie miłosnym. Fernand pokochał - z wzajemnością - piękną Leonorę, ale nie wie, że jest ona faworytą króla Kastylii Alfonsa XI. Ten zaś, nie mogąc się z nią ożenić, oddaje jej rękę właśnie Fernandowi, który dopiero po zaślubinach dowie się prawdy o wybrance. "Faworyta" musi więc zmierzać nieuchronnie do tragicznego finału.
Kłopotliwe uczucia
Mariuszowi Kwietniowi przypadła rola Alfonsa XI, a za partnerów ma śpiewaków ze światowej ekstraklasy: Amerykanina Matthew Polenzaniego i Łotyszkę Elinę Garančę. Zwłaszcza ona daje przykład pięknego belcantowego śpiewania, o czym zresztą będzie można się przekonać 6 listopada, kiedy to monachijska "Faworyta" zostanie udostępniona w internetowym streamingu.
Polski baryton jest tu równorzędnym partnerem łotewskiej supergwiazdy. Konsekwentnie buduje postać lekkomyślnego monarchy, a może bardziej dzisiejszego singla, dla którego prawdziwe uczucie jest przykrym obciążeniem. Alfons XI kocha Leonorę, ale jej nie poślubi, by nie wejść w konflikt z Kościołem. Odda ją Fernandowi i uwolni się od własnych kłopotów i dylematów.
Mariusz Kwiecień potrafi oddać charakter Alfonsa XI zarówno środkami wokalnymi, jak i wyrazistym aktorstwem. Do niemal zaś heroicznego wyczynu zmusiła go reżyserka, która rozbudowaną scenę baletową zamieniła w pantomimiczny monodram króla odgrywającego zwycięsko bitwę jego wojsk. Kwiecień wywiązał się z tego perfekcyjnie i niemal natychmiast przeszedł do kompletnie odmiennego w klimacie duetu z Leonorą.
Oszukana Rachel
Na wyrazistym aktorstwie w znacznej mierze buduje też tytułową bohaterkę "Żydówki" Aleksandra Kurzak. Utwór Halévy'ego to także jest typowa dla XIX wieku opera historyczna, z akcją rozgrywającą się w XV-wiecznej Konstancji. Rachel, córka złotnika Eléazara, zakochała się w księciu - i chrześcijaninie - Leopoldzie, który zataił przed nią prawdziwe imię. Gdy jego kłamstwo wychodzi na jaw, ona oskarża go o zakazany związek z Żydówką, ale to wyznanie prawdy sprowadza wyrok śmierci na nią i na ojca.
Hiszpan, Calixtio Bieito, jedna z ważnych postaci europejskiego teatru operowego posługując się tym samym inscenizacyjnym minimalizmem co reżyserka "Faworyty" potrafił stworzyć przejmujący dla współczesnego widza spektakl o wrogości i nienawiści tłumu wobec kogoś, kto wyznaje inną religię, inną tradycję, kulturę.
Ten reżyser może sobie pozwolić na ubranie bohaterów w ciuchy z outletu, bo wie, że nie ubiór, ale starannie prowadzenie postaci buduje napięcie. Wzruszającą postać broniącego swoich zasad Eléazara tworzy więc Roberto Alagna, ale ma wszakże świetną partnerkę w Aleksandrze Kurzak.
Każde jej pojawienie się - począwszy od wstępu dodanego przez reżysera aż po finałową scenę śmierci - potęguje emocje. W momentach lirycznych Polka jest wręcz urzekająca, w momentach dramatycznego napięcia śpiewa chwilami na granicy swych możliwości, tym niemniej rola Racheli pokazuje jej nowe, inne artystyczne oblicze.
Takiej Aleksandry Kurzak w Polsce nie znamy. U nas stała się przede wszystkim gwiazdą popularnych koncertów, żaden teatr w kraju nie składa jej poważnych propozycji. Zdecydowanie więcej szczęścia ma Mariusz Kwiecień, dla którego Opera Krakowska już w grudniu szykuje premierę "Don Pasquale". Aleksandry Kurzak w nowych scenicznych wcieleniach trzeba natomiast szukać w Monachium, Berlinie, Paryżu czy Londynie.